Dania M. o sobie

Oceniając z dystansu 80 lat, śmiało mogę powiedzieć, że moje życie było niezwykle barwne za sprawą mojego malarstwa. Niczego nie potrafię lepiej robić i jest to chyba najważniejszy powód mojego życia.

W momencie mojego wystawienniczego startu, a był to początek lat 60-dziesiątych w galeriach królowało malarstwo abstrakcyjne i artyści gorączkowo poszukiwali nowej formy artystycznej wypowiedzi. Mnie nigdy nie pociągała awangarda, pozostawałam pod przemożnym urokiem mistrzów secesji i malarstwa ekspresjonistów Młodej Polski. Wybrałam styl realistyczny z przewagą elementów dekoracyjnych z dominacją kreski nad plamą. Zaryzykowałam bycie sobą, moje malarstwo było absolutnie poza modą i aktualnymi trendami w sztuce, byłam ostentacyjnie inna i myślę, że właśnie ta inność sprawiła, że zostałam szybko dostrzeżona. Publiczność zaakceptowała i polubiła moje malarstwo. Stałam się popularna...

Mam świadomość, że miło jest być popularnym, ale znacznie lepiej jest być dobrym, dlatego z dystansem podchodzę do pochwał, komplementów, ale i krytyk. Zdumiewa, ale i cieszy mnie fakt, że do dziś otrzymuję dowody sympatii i uznania. Spotyka mnie wiele przyjaznych, wręcz serdecznych gestów ze strony nieznajomych. Urodziłam się w majowy poranek 1931r. pewnie dlatego maj jest moim ulubionym miesiącem. Kocham czas gdy wszystko budzi się do życia i zachwyca świeżością. Moim rodzinnym i wciąż ukochanym miejscem jest Środa WLKP. Z wielkim wzruszeniem odwiedzam miejsce beztroskiego dzieciństwa, gdzie z moim starszym bratem Zbiniem prześcigaliśmy się w organizowaniu różnych zabaw. Wychowywaliśmy się w skromnych warunkach materialnych; niewielka pensja taty - urzędnika średzkiej tkalni musiała starczyć na wszystko. Od wczesnego dzieciństwa uczono mnie nieprzywiązywania się do dóbr materialnych, dlatego do dziś pieniądze traktuję na luzie; lubię je mieć, żeby wydawać, są bardzo ważne, gdyż w wielu sytuacjach ratują nam zdrowie i życie, lecz nie ma sensu ich przeceniać. Irytuje mnie czynienie z pieniądza miernika wartości człowieka, a są kraje, gdzie człowiek znaczy tyle, ile ma na koncie. Rodzice niewiele mogli mi dać w sensie materialnym, ale wpoili system wartości, podkreślając, że liczą się przede wszystkim dary takie jak inteligencja, talent, dobroć, wrażliwość - to one decydują o wartości człowieka. Ważne jest, by tych darów nie zmarnować i w moim przypadku właśnie o to zadbali rodzice. Pomagając materialnie umożliwili mi studia plastyczne, a tam pod okiem profesjonalistów, z sukcesem rozwijałam swoje uzdolnienia artystyczne. Myślę, że jestem dość silną osobowością, wprawdzie mało przebojową, ale uparte, odważne dążenie do wybranego calu jest moją cechą pozytywną. Przegrana nie istnieje, jeśli się jej nie poddamy psychicznie.

W życiu trzeba realizować własne marzenia i pasje. Jedną z nich stały się podróże. Zawsze byłam ciekawa świata i szczęście mi dopisało. Zwiedziłam Europę, Azję, Amerykę Północną, Południową i Afrykę. Za najważniejszą moją egzotyczną wyprawę, która posunęła mi sposób na życie uważam moją podróż do Egiptu. Spotkanie z odmienną, starą jak świat kulturą nauczyło mnie pokory. W zachwycie oglądałam Karnak, Luksor, Dolinę Królów z najpiękniejszą świątynią Hatszepsut; chłonęłam wszystko co działo się wokół mnie, a wszystko to było niezwykłe. Podobał mi się temperament mieszkańców, ich uśmiech, życzliwość i radość życia. Ta pierwsza podróż była tak wielką fascynacją, że po powrocie postanowiłam moje wrażenia pokazać w malarstwie i tak powstał cykl "Dzieci Egiptu", który stał się początkiem niewyczerpanych tematów, inspirowanych egzotycznymi podróżami. Moje podróże po świecie były wielką radością, niektóre zakątki to prawdziwy raj na ziemi, oszałamiający niezwykłymi w kolorze i w formie kwiatami, nieznanymi zapachami i niesamowitą paletą barw. Odbyłam kilkanaście rejsów "Stefanem Batorym", między innymi bajkowy rejs na Karaiby, rejs wzdłuż Lazurowego Wybrzeża, Kanady i do Ameryki Południowej. Dużo malowałam - przygotowałam cykl Dzieci Świata, a robiłam to na tyle indywidualnie i oryginalnie, że widzowie nie tylko tłumnie przychodzili na moje wernisaże, ale też chętnie nabywali moje obrazy. Każdy obraz, niezależnie od tematyki stanowi odbicie wewnętrznych przeżyć artysty, jego emocje zostają zarejestrowane w obrazie, a podświadomość widza odbiera te przekazy; w moim przypadku były to przekazy pozytywne.

Uprawiam mało popularne malarstwo portretowe; w poznańskiej i łódzkiej PWSSP, uczono nas pracy z modelem, co bardzo odpowiadało moim zainteresowaniom i wyróżniało mnie z grona studentów. Po skończeniu studiów poszłam w tym kierunku - wybierając jako wiodący temat malarstwo portretowe. Początki moich działań wystawienniczych to portret dziecka. W dziecku intrygowały mnie takie cechy jak szczerość zachowania, ufność do świata dorosłych i uroda. W moich obrazach starałam się poza cielesnością przekazać stany dziecięcych uczuć: radości, zdziwienia, nadziei, oczekiwania - czyli podstawowych stanów naszej duszy. Robiłam to na miarę swojego talentu w fascynacji pięknem i estetyką. Wszystkie moje obrazy atakowały widza "ładnością" i ta ładność była najczęściej wypominana mi przez zawodowych krytyków, ale była też powodem kontrowersyjnej polemiki. Zarzucano mi komercję, z czym się nie zgadzam; komercja - to tanie schlebianie nie zawsze wyrobionym gustom publiczności. Nigdy nie próbowałam przypodobać się odbiorcom; nie ulegałam panującym trendom, ani modzie eksperymentowania z abstrakcją. Malowałam po swojemu z pozytywna energią w sposób jaki chciałam. W moich obrazach byłam sobą i to był klucz do pewnego rodzaju sukcesu. Portretowanie osób jako temat artystyczny może być traktowany przez malarza na wiele różnych sposobów w zależności od konwencji w jakiej jest tworzony. Przykładem może być twórczość portretowa Picassa, który portretował wyłącznie z pamięci, czasem z fotografii tworząc portrety zupełnie niepodobne do modela i inne z każdą zmianą stylu. Pytany o to, czy taki obraz można nazwać portretem zwykł cytować Leonadra da Vinci "artysta w sumie maluje zawsze siebie". Od odbiorców oczekuje się akceptacji i mnie się to udało. Artysta nie istnieje bez publiczności. Trzeba mieć umiejętność wejścia w bezpośredni kontakt z odbiorcą. Liczą się uczucia, które artysta przekazuje widzowi, a trafność ich odbioru jest wystarczającą satysfakcją dla twórcy.

Poza podróżami inną moją ulubioną pasją jest moda. Przyjmuję ją z zaciekawianiem; lubię elegancję z odrobiną szaleństwa i ekstrawagancji. W kreowaniu stroju najważniejszy jest styl. Cenię odwagę i fantazję w tej dziedzinie; podziwiam utalentowanych projektantów, lecz całkowicie odrzucam uzależnienie, jakie wykazują aktualnie celebryci paradując wyłącznie w markowych ciuchach z markowymi dodatkami; mówiąc szczerze to mnie śmieszy. Moją aprobatę i zachwyt budzą ciekawe, niepowtarzalne i upiękniające kobietę kreacje, a nie marki znanych firm. Uwielbiam wymyślanie strojów dla siebie, szczególnie tych na wielką galę - lubię zabawę z kolorami i komponowanie ciekawych w formie i barwach aplikacji, które sama ręcznie wykonuję na sukniach.

Od zawsze byłam osobą bardzo towarzyską, urodzoną optymistką i miałam szczęscie do ludzi. Garnę się do osób emanujących energią o wyrazistej osobowości, lojalnych w przyjaźni, tolerancyjnych i życzliwych. Przyjaciele są nieodłączną częścią mojego życia; mając ich mam pewność że nie jestem samotna i w każdej sytuacji mogę liczyć na pomocną dłoń. Swoją energię ładuję przez kontakt z przyjaciółmi; mam do nich pełne zaufanie i wierzę w ich bezinteresowność. Lubię rozmowy w gronie przyjaciół nawet spory, które tym rozmowom towarzyszą; namiętności odpowiadają mojej naturze i mimo że nie znoszę agresji - w niektórych sytuacjach bywam zacietrzewiona dowodząc swoich racji - co jest moją wadą. Z natury jestem bardzo rodzinna; dorastając miałam częsty kontakt z dziadkami. Podziwiałam moje babcie i wiele się od nich uczyłam; czułam się kochana i bezpieczna.

Równie szczęśliwie potoczyło się moje życie osobiste, Jako studentka poznałam Jurka i w niezłej harmonii jesteśmy już 56 lat. Mamy odmienne temperamenty - Jurek wyciszony, opanowany w emocjach, ja żywiołowa i gadatliwa, uparta, ale ceniąca sobie kompromis. W cudowny sposób się uzupełniamy. Nasze obowiązki są więc podzielone - ja nie potrafię skupić swojej uwagi na rachunkach, okresowych płatnościach - tym zajmuje się Jurek, a do mnie należało prowadzenie domu, dbanie o miłą atmosferę, organizowanie spotkań towarzyskich i planowanie różnych ść. W naszym związku raczej ja jestem osobą dominującą - przynajmniej tak jesteśmy postrzegani. Jurek jest dobrze zorganizowany, konsekwentny i z podziwu godną wytrwałością realizuje każdą sprawę nie odkładając niczego na potem. Ja jestem obowiązkowa, bardzo słowna i pracowita - w tym co robić lubię. Nie znoszę sterowania mną, lecz biorę pod uwagę krytyczne w stosunku do mnie opinie. Nie lubię być w roli petenta i wtedy zawsze wykorzystuję śmiałość Jurka, a siebie w egoistyczny sposób uwalniam od tych obowiązków. Śmiało powiem, że nigdy się ze sobą nie nudzimy - interesujemy się wydarzeniami kulturalnymi, lubimy bywać na premierowych spektaklach w operze, zwiedzać egzotyczne kraje, bywać na wielkich balach, spotykać się towarzysko i cieszyć się drobiazgami. Panuje w nas wewnętrzna harmonia, a to wpływa na pogodę ducha i zadowolenie z każdego dnia.

Jestem spełniona w życiu - przeżyłam tak wiele zarówno pięknych jak i burzliwych chwil, że nie muszę zamartwiać że coś mnie w życiu ominęło. Świadomość upływającego czasu nie działa na mnie przygnębiająco; wciąż staram się być aktywna zawodowo, a radość życia, jego intensywność naprawdę zatrzymują czas. Prawdziwą satysfakcję można czerpać z tego, co się daje innym; od początku mojej działalności twórczej, zawsze chętnie włączam się do akcji charytatywnych, Jestem szczególnie wrażliwa na potrzeby dzieci niepełnosprawnych i osieroconych. Efektami talentu, którym obdarzył mnie Bóg mogę się teraz dzielić z innymi - daję obrazy na aukcje, maluję okolicznościowe strusie pisanki, z których dochód przeznaczony jest na określone cele charytatywne. Taka dobroczynność niesie korzyści dla obu stron - czyni dobrze potrzebującym i daje radość pomagającym. Zaangażowanie społeczne, życzliwość sprawia, że żyjemy dłużej, czujemy się szczęśliwi. Janusz Korczak powiedział: "Gdy śmieje się dziecko- śmieje się cały świat". Mam dowody na to jak dzieci potrafią być wdzięczne - zawsze odbieram od nich pozdrowienia z wakacji i świąteczne życzenia. To właśnie dzieci wybrały mnie do najpiękniejszego z odznaczeń - Orderu Kawalera Uśmiechu. Nigdy nie zabiegałam o odznaczenia, lecz przyznawane okazjonalnie jako pewna forma uznania, były miłą niespodzianką. Do odznaczeń tych zaliczam Honorową odznakę Miasta Łodzi, Złoty Krzyż Zasługi, Złoty Medal Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej i Srebrny medal, zasłużony Kulturze Gloria Artis.

Szczęśliwym splotem okoliczności, zwanym przypadkiem, udało nam się w 2007r. zamieszkać w Domu Aktora Weterana w Skolimowie. Znaleźliśmy się w środowisku cenionych i sławnych artystów i przyjęto nas tu życzliwie, co sprawia, że czujemy się zadowoleni. Zachwyca nas aura tego miejsca, gdzie na przestrzeni 70 lat istnienia tego domu zamieszkiwało tu wiele osobowości aktorskich, wspomnienia o nich są nadal żywe. Dom otacza piękny, zadbany park, ogród kwiatowy cieszy oczy kolorami, a starodrzew tworzy cień na spacerowych alejkach. Wnętrze domu jest niebanalne - ma swoją duszę; ątkową atmosferę tworzą piękne, stare meble, obrazy, pamiątkowe fotografie i pielęgnowana zieleń. Żyje się nam tu bezpiecznie, prawie beztrosko i w miłej przyjaźni z pensjonariuszami domu. Należę do osób, które potrafią organizować sobie czas wolny i nigdy się nie nudzą. W rodzinnym domu zawsze wszyscy lubiliśmy czytać książki, więć towarzyszą mi one od dzieciństwa; pochłaniam wszystko, od opowiastek dla dzieci poprzez kryminały, romanse, pozycje historyczne i biograficzne. Niezapomniane wrażenie zrobiła na mnie Czarodziejska Góra - Manna; moje literackie upodobania zmieniły się. Teraz interesują mnie prawie wyłącznie biografie i pamiętniki. Jestem wielką amatorką filmów o rożnej tematyce; zadziałało na mnie kilka filmów od Lecą Żurawie poprzez La Stradę, Faraona, Podróż do Indii, Pożegnanie z Afryką, Dawno temu w Ameryce, Ziemia Obiecana, Doktor Żiwago, Ojciec Chrzestny i wiele innych. Kocham muzykę i lubię, gdy towarzyszy mi jako tło innych manualnych zajęć. Muzykę odbieram w wyobraźni w formie pięknego tańca. Uwielbiam operę i muszę przyznać, że ten magiczny i zaczarowany świat oper i baletów z ich energią ruchu - kształtował moją wrażliwość na muzykę i był wielką szkołą wyobraźni. Lubię różne gatunki muzyki, począwszy od klasyki poprzez muzykę rozrywkową, ludową do kapel uliczno - podwórkowych włącznie. Bywanie w teatrach zaczęło się od chwili studiów w Poznaniu i od mojego przeniesienia się do Łodzi. Preferuję teatr tradycyjny z bogatą, osadzoną w epoce scenografią. Wybierając się do teatru oczekuję mocnych, emocjonalnych wrażeń i zdecydowanie wolę teatr dramatyczny niż teatr rewiowo, komediowo, rozrywkowy.

W ostatecznym podsumowaniu zysków i strat, jestem w miarę zadowolona z tego, co udało mi się osiągnąć w sztuce i w życiu. Czuję się spełniona zawodowo, dzięki temu, że sprawdziło się moje motto życiowe - być sobą, robić to co się kocha i trwać w tym wierząc w szczęście.

Dania M. || Oficjalna galeria internetowa
(C) Danuta Muszyńska-Zamorska. Wszelkie prawa zastrzeżone.

webdesign: jjartstudio.com